FILM: Pod prąd

Miguel jest rybakiem w peruwiańskiej wiosce, wraz z żoną spodziewają się dziecka. Potajemnie spotyka się z przyjezdnym malarzem, Santiago, nieufnie traktowanym przez lokalną społeczność. Mimo gorących uczuć, Miguel nie może zaoferować mu nic oprócz krótkich chwil namiętności, publicznie nie przyznając się nawet do znajomości. Pewnego dnia Santiago zjawia się w jego domu, oznajmiając że właśnie utonął i będzie nawiedzał go jako duch, póki ten nie odnajdzie jego ciała. Codzienna bliskość dotąd starannie ukrytych uczuć przewróci świat Santiago do góry nogami.



Ocena Queerpop
*** 1/2
Gejowski romans ujęty w ramy klasycznego melodramatu z udziałem sił nadprzyrodzonych, osadzony w egzotycznych sceneriach Peru i podlany sosem lokalnych zwyczajów i rytuałów. Nieco ograny portret małej, pobożnej społeczności skonfrontowanej z podejrzeniami o homoseksualizm jednego z jej mieszkańców. Powracający – niczym w ludowej przypowieści – duch zmarłego kochanka oddaje metaforycznie zmagania bohatera z własną tożsamością. Mimo pewnego schematyzmu, całość sprawnie opowiedziana i zmiksowana w przyjemny oku film rozrywkowy, podszyty rozterkami osób nieujawnionych. Pięknie sfotografowany i zagrany, krzepiący wyciskacz łez dla wielbicieli gatunku.


kliknij na ‚czytaj więcej’, by zobaczyć pełną recenzję oraz galerię fotosów z filmu.

„Pod prąd” przyklejono etykietkę peruwiańskiego „Brokeback Mountain” skrzyżowanego z „Uwierz w ducha”. Z tych dwóch tytułów zdecydowanie bliżej mu do rzewnego melodramatu, którego twórcy sięgnęli po podobny środek: uśmiercili jednego z kochanków, by następnie kazać mu powrócić z zaświatów. Jak to w takich opowieściach bywa – nie może ze względów proceduralnych opuścić ziemskiego padołu, ale tak naprawdę ma do spełnienia pewną misję. Na szczęście twórcom „Pod prąd” udało się w ramach schematu i konwencji opowiedzieć coś więcej, ukazać dylematy, które poniekąd uprawomocniają porównania do filmu dużo poważniejszego.

W bajkowej scenerii nadmorskiej wioski rozgrywa się potajemny romans ludzi z diametralnie różnych światów. Miguel jest rybakiem, uznanym członkiem lokalnej społeczności, którego status swojaka wyznacza miejsce przy piwnej ławie kantyny, z innymi mężczyznami. To jemu powierzono w wiosce zaufane zadanie żegnania zmarłych i oddawania ich morzu. Jest w sile wieku, ma żonę, którą po bożemu zapłodnił i lada moment spodziewa się potomka. Santiago to z perspektywy pubowego blatu i pobliskiego kościoła wioskowy outsider – wielkomiejski malarz, osiadły w jednym z okolicznych domów. Z uwagi na odmienny styl i pogłoski o homoseksualizmie, traktowany przez mieszkańców więcej niż nieufnie.

W tym nieprzyjaznym dla niego miejscu trzyma go jednak coś więcej niż tylko malownicze krajobrazy. Publicznie ledwie mówiący sobie ‚dzień dobry’, Santiago i Miguel spotykają się na odludnych plażach i w jaskiniach, gdzie odgrywają zupełnie inne role: gorących kochanków. Rzecz jasna Miguel nie może sobie pozwolić na nadmierne czułości czy uległość w uczuciach – we własnym mniemaniu pozostaje rasowym macho, któremu obce są nadmierne egzaltacje. Główną treścią jego życia pozostaje opieka nad właśnie powiększającą się, tradycyjną rodziną.

Dlatego wciąż ogląda się za własnym cieniem, eliminuje każdy drobiazg, który mógłby zdradzić związek z malarzem. Stawia opór wobec rosnących oczekiwań Santiago i choć go kocha, nie widzi żadnego pola manewru i innej przyszłości tej relacji, poza podtrzymywaniem istniejącego status quo czyli starannym zamiataniem wszystkiego pod dywan. Jego obawy potwierdzają się zresztą dość szybko – dramatyczne wydarzenia sprawią już wkrótce, że nie będzie już mógł usiąść z przy wspólnej ławie, a narodzin dziecka nie pogratuluje mu żaden z dotychczasowych kompanów.

Punktem zwrotnym staje się przypadkowe utonięcie Santiago. To śmierć symboliczna – z punktu widzenia Miguela zniknięcie kochanka jest jedynym możliwym rozwiązaniem dylematu, rozstaniem, którego wobec własnej słabości nie potrafił przeprowadzić. Gdy w chwilę później kochanek powraca z zaświatów, układ staje się wręcz idealny: miłosna relacja – szczęśliwie dla obu wciąż fizycznie namacalna – poprzez niewidzialność ducha cała staje się niewidzialna dla otoczenia. Można spacerować za rękę głównym deptakiem i wciąż słyszeć przyjazne ‚dzień dobry’. Czyż nie tym właśnie tak wielu zachwyca się po powrocie z Berlina, mimo że w zaściankowej Polsce wcale tego ponoć do szczęścia nie potrzebują?

Wytęskniona ‚przezroczystość’ i swoboda, do której szybko przywyka, paradoksalnie uświadamia Miguelowi zupełnie co innego: jak mogłoby wyglądać to uczucie, gdyby nie musiało kryć się po kątach, gdyby za jego afiszowanie nie groziły sankcje wykluczenia, odrzucenia i agresji. Kiedy odnajduje wreszcie ciało ukochanego, które jak twierdzi duch, musi ostatecznie zostać uwolnione, by mógł odejść, Miguel unieruchamia je jeszcze mocniej, co z jednej strony ma zatrzymać kochanka, z drugiej – jeszcze głębiej ukryć prawdę o jego faktycznej śmierci.

Jak to jednak bywa, nic nie trwa wiecznie – zwłoki to nie jedyny trop, który może zdradzić intymne relacje malarza z rybakiem. Zatracony w nowo zyskanym szczęściu (je ciasteczko i ma ciasteczko) Miguel zapomina, ile drobiazgów może go zdemaskować. Krok po kroku, plotka za plotką, sąsiedzi dowiadują/domyślają się coraz więcej, i coraz trudniej wszystko po kolei negować. To już nawet nie kwestia jednego czy drugiego malarskiego aktu – mnożą się poszlaki, które padają na podatny grunt. Okazuje się, że nawet najgłębiej zakamuflowane i niewidoczne, uczucia nigdy nie pozostaną do końca potajemne i zamanifestują się tą czy inną drogą, z całym bagażem okoliczności.

Czy ostateczne odnalezienie ciała malarza zakończy sprawę? Wydawać by się mogło, że Miguel pozostaje tylko wyplątać się z podejrzeń, że miał z tą śmiercią coś wspólnego. On sam jednak ma do rozstrzygnięcia dylemat dużo dla siebie ważniejszy: dzięki bliskości ducha, który ostatecznie odchodzi, przekonał się właśnie, ile naprawdę stracił i przed czym tak długo się bronił. Przechodzi drogę, jaką niewyoutowany gej ma przed sobą wobec potrzeby miłości, spełnienia i stabilizacji – czy autentyczny związek dwojga ludzi może realizować się w całkowitym skryciu? Udawaniu przed światem?

Ostatecznie głównym tematem filmu nie staje się romans, ubrany w kostium bajki o miłości silniejszej niż śmierć. Nie jest to też tylko opowieść o zdradzie i trójkącie, ubrana w nieco nowocześniejsze szaty, w których ‚ten trzeci’ jest mężczyzną. To raczej narracja z gatunku ludowych przypowieści, których bohater przechodzi rytuał przemiany, inicjacji, a umarli – co w tym gatunku zupełnie naturalne – materializują się wśród żywych, by im w tym dopomóc. Znamienne, że wszystko to przytrafia się osobie, która według lokalnych zwyczajów w imieniu całej społeczności ostatecznie żegna w jej imieniu dusze tych, którzy odeszli.

Konwencja przypowieści wymusza niestety pewne uproszczenia dramaturgiczne – w swej szamotaninie bohater zderza się z często umownymi wyzwaniami, zwroty akcji stają się tylko pretekstem do kolejnej próby. Niejedno wydarzenie i postać zasłużyła by zapewne na rozwinięcie i pogłębienie, jednak „Pod prąd” to bardziej kino rozrywkowe niż dramatyczne, i jako takie rzetelnie bawi, wzrusza i roztkliwia. Od strony realizacyjnej film jest pięknie sfotografowany i dobrze zagrany, kochankowie odpowiednio urodziwi, a dramat dawkowany umiejętnie na przemian z humorem. Elementy folkloru dodają opowieści dodatkowego kolorytu, choć symbolika rytuałów bywa czasami nazbyt ewidentna.

Zasługą debiutującego reżysera pozostaje, że wszystkie te składniki wymieszał na tyle sprawnie, że film ogląda się po prostu przyjemnie. Pod przykrywką melodramatu udało się przemycić garść niekoniecznie nowych ale też niewesołych refleksji, podsumuwanych jednak krzepiącą myślą, że czasem warto zaryzykować, by przekonać się, że wszędzie znaleźć można sojuszników. Nawet wśród tych, na których – jak się zdawało jeszcze przed chwilą – nie ma co liczyć.

Galeria fotosów z filmu:

Pod prąd (Contracorriente / Undertow)
melodramat, Peru/Kolumbia 2009, 100′
scenariusz i reżyseria: Javier Fuentes-León
występują: Manolo Cordona, Tatiana Astengo, Cristian Mercado, José Chacaltana, Cindy Diaz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.