FILM: Ciao ★★★

Mark ginie w wypadku samochodowym w drodze do pracy. Jego wieloletni przyjaciel, Jeff, odkrywa w mailach wielomiesięczny internetowo-telefoniczny romans Marka z Andreą z Włoch, który – jak się okazuje – miał wkrótce w jeden z weekendów przylecieć na pierwsze spotkanie w realu. Po namyśle, Jeff namawia Andreę, by nie rezygnował z podróży, i zaprasza go do siebie. Mężczyźni spędzają wspólnie dwa wieczory, rozmawiając o swoim życiu, krajach, różnicach i podobieństwach, przede wszystkim jednak o Marku, z którym obaj wiązali niespełnione nadzieje: Jeff w przeszłości, Andrea zaś – na przyszłość.

nieoficjalny zwiastun filmu

Ocena Queerpop ★★★
Kameralny, pięknie sfotografowany obraz o zetknięciu dwóch wewnętrznych światów, które połączyła niespełniona miłość do jednego mężczyzny. Po jego tragicznej śmierci, Jeff i Andrea spotykają się na weekend i łączą się we wspomnieniach, dzięki którym poznają też siebie samych i siebie nawzajem. Długie zbliżenia kamery rejestrują rodzącą się wzajemną czułość i zainteresowanie, które jednak w ciągu zaledwie dwóch dni nie znajdą spełnienia ani nawet rozwinięcia. Intensywna znajomość z potencjałem na dojrzałą miłość – zagrana i sfilmowana bez nadmiaru schematów i dopowiedzeń.



[kliknij ‚czytaj więcej‚, aby zobaczyć galerię fotosów, pełną recenzję i info o filmie]

Ciao to film minimalistyczny – bez wielkiej obsady, rozmachu, spektakularnej akcji. Zapewne dlatego, że został nakręcony właściwie bez budżetu. I bardzo dobrze, bo z budżetem doczekalibyśmy pewnie kiczowatej fantazji w stylu Uwierz w ducha albo melancholijnej komedyjki z gatunku „Wszystkie Filmy z Meg Ryan”, tyle że w wersji gejowskiej. Zamiast tego powstał kameralny obraz o spotkaniu dwóch obcych ludzi, na chwilę połączonych nagłym odejściem wspólnego przyjaciela. O nich samych nie dowiemy się zbyt wiele, a przecież jednak – bardzo dużo.

Jeff jest zamkniętym w sobie finansistą. Marka poznał na studiach, wyoutowali się prawie jednocześnie, ale dla Jeffa jakby nie miało to większych konsekwencji. Przyznanie, że jest gejem, nie oznaczało bynajmniej, że mówił otwarcie o swoich uczuciach. Gdy okazało się, że nie może liczyć na wzajemność, przez długie lata trwał przy Marku jako przyjaciel i świadek jego miłości, zwykle dość niefortunnie ulokowanych.

Ostatnią z nich okazał się Andrea. Niezależny programista internetowy, w porównaniu z Jeffem nie jest może dużo wylewniejszy, ale na pewno bardziej prostolinijny. Bez problemu nawiązuje kontakty w internecie – ma już nawet za sobą (dość chybiony) epizod na linii Włochy – USA. Zanim zdecydował się na spotkanie z Markiem, korespondował i dzwonił z nim ponad rok. Jeff czuje się zaskoczony, że przyjaciel nic mu o tym nie wspomniał, więcej – że wobec tamtego był dużo bardziej swobodny, szczery i otwarty.

Ciekawość jednak zwycięża, Andrea wykorzystuje zakupiony bilet. Podczas wspólnych kolacji, spaceru na cmentarz, wizyty w mieszkaniu Marka, obok opowieści o swoich krajach i życiu, od początku rozmawiają głównie o nim, bo też na początku tylko on ich łączy. Jak nietrudno się domyślić – może także zza grobu połączy, ale twórcy filmu nie zabrnęli w tak oczywiste oczywistości podobnych opowieści. Hasło reklamowe „każdy koniec oznacza jednocześnie początek” na szczęście nie doprecyzowuje nachalnie, początek czego.

Owszem, Andrea – jak to Włoch – jest więcej niż apetyczny, mówi po angielsku płynnie, ale z uroczym akcentem. Owszem, Jeff emanuje ociężałym potencjałem zmysłowości i niewyartykułowanym urokiem miłego uśmiechu. Owszem, będą patrzeć na siebie bardziej niż uważnie i pozwolą sobie na chwilę czułości. Owszem, rozstanie przyjdzie im już z trudem. Jednak nie doczekamy rzewnych wyznań, biegów przez pół lotniska, pamiątek na pożenanie. Nikt nie objaśni, za czym płaczą dwaj dorośli mężczyźni. Być może nie tylko po stracie bliskiego. Być może.
W niedopowiedzeniach tkwi siła tego prostego filmu. Mimo pozoru przegadania, scenariusz nie puentuje rzeczy najważniejszych. Kim jest Andrea dla Jeffa? Posłańcem, który przyniesie mu ostatnią wiadomość od niespełnionej miłości? Czy może nowym wybrankiem, dzięki któremu Jeff zdoła się wreszcie uwolnić? Czy to już miłość, ograniczona jedynie poczuciem winy wobec niedawno zmarłego, czy zaledwie jeden z weekendów, kiedy to wypłakujemy się na ramieniu obcej osoby? Czy ‚ciao’ w tytule pada na powitanie, czy pożegnanie, a przede wszystkim: od kogo i do kogo? Czy Mark przeczuwał to wszystko?

Ciao pokazuje, że niski budżet nie musi odbijać się rykoszetem na poziomie aktorstwa, oprawy, muzyki, realizacji. Reżyser wprawnie prowadzi głowne (i właściwie jedyne) postaci, rejestrując ich relacje w pięknych, powolnych, osaczających zbliżeniach, w symetrycznych, starannie skomponowanych kadrach. Namacalnie kreuje pustkę, otaczającą pedantycznego Jeffa, który po latach wraca do popalania w besenne noce i niepokoi się fałdkami skóry pod pachą. Kamera kontempluje jego spojrzenie zarówno, gdy nuży pustką, jak i w chwilach rozedrgania, gdy z ognikiem w oku słucha opowieści egzotycznego przybysza. Jednak już łzy w oku Andrei w finale filmu musimy się prawie domyślać.

Podobnie jak ciągu dalszego, o ile w ogóle istnieje.

Galeria fotosów z filmu:



























Ciao
dramat, USA 2008, 87 minut
reżyseria: Yen Tan
scenariusz: Yen Tan, Alessandro Calza
występują: Alessandro Calza, Adam Neal Smith, Chuck Blaum, Ethel Lung
język: angielski
recenzja zgłoszona do portalu Filmweb.

znajdź nas: www.filmweb.pl/user/queerpop



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: